Eutrofizacja – wróg nr 1

Eutrofizacja – wróg nr 1

Języczkiem u wagi procesu życia i śmierci w wodzie jest – jak już wspomniałem tlen, niezbędny w procesie oddychania zwierząt, warunkujący rozkład materii na związki proste, z których znów powstanie życie. Wody płynące, bogate w tlen, zazwyczaj radzą sobie z rozkładem materii organicznej. Nazywamy to skrótowo zjawiskiem samooczyszczania się wód płynących. Jeziora i inne zbiorniki wód stojących narażone są na proces tzw. przyśpieszonej eutrofizacji, prowadzący w zawrotnym tempie do totalnej zagłady życia.

Przyśpieszona eutrofizacja, mówiąc najprościej, polega na gwałtownym wzroście rozpuszczonych w wodzie składników odżywczych, głównie azotu i fosforu, co prowadzi do prawdziwej eksplozji roślinności. Z czasem roślinność ta obumiera, tworząc taką masę gnijących szczątków, że tlen zawarty w wodzie jeziora nie jest w stanie jej całkowicie rozłożyć na „czynniki pierwsze”. Prawdziwa katastrofa zaczyna się więc w momencie, kiedy nie rozłożone (z braku tlenu) kłącza, łodygi, liście czy kwiaty roślin zaczynają tworzyć na dnie rosnącą warstwę mułu. Zjawisku temu towarzyszy równolegle deficyt tlenowy oraz; zwiększona produkcja trującego siarkowodoru. Takie jezioro z zachwianą równowagą organiczną wypłyca się i zaczyna cuchnąć zgnilizną.

Proces eutrofizacji jest w jeziorze zjawiskiem naturalnym, lecz w naturze przebiega dziesiątki, ba – setki lat. Dziś ładunki związków organicznych płynące z pól, lasów, łąk i atmosfery nadają temu procesowi zawrotne tempo i, niestety, przyśpieszenie eutrofizacji staje się coraz bardziej powszechne. Kiedy próbowałem zestawić jakościowy i ilościowy bilans jezior najbardziej zagrożonych, okazało się, że źródeł naukowych jest tu niewiele, a te nieliczne – rozproszone i niekompletne. Ostatecznie oparłem się więc na statystykach Państwowych Gospodarstw Rybackich, według których stan alarmowy należałoby dziś ogłosić dla 50% nadmiernie zeutrofizowanych zbiorników wodnych. Na alarm biją zresztą nie tylko polscy rybacy, ale również eksperci w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Ameryce Południowej, Szwecji, Rosji. Najważniejsza jest profilaktyka, bo przywrócenie do życia zeutrofizowanego zbiornika jest prawie nierealne ze względu na trudności techniczne i astronomiczne koszty. W tym momencie można by zapytać, dlaczego zamiast dalej rozwijać wędkarski wątek zająłem się niebezpieczeństwami zagrażającymi naszym jeziorom? Otóż o procesie eutrofizacji wód musi pamiętać każdy wędkarz. Wspólnie tworzymy dziś wielusettysięczną społeczną armię, która nie tylko powinna mieć świadomość stanu naszych wód, ale alarmować – tworzyć społeczną bazę uzupełniającą działania administracyjne w ochronie wód.

Woda — światło

Na wyniki połowów w dużej mierze wpływa znajomość zależności woda -światło. Zależność ta ważna jest nie tylko w procesie fotosyntezy. Otóż wielu rybom – „wzrokowcom” pozwala ona na znalezienie pożywienia. Wiele ryb uważanych za „wzrokowców” bierze nocą, co wykazuje, że poszukują pożywienia nie tylko wzrokiem, ale również innymi zmysłami – węchem i smakiem. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele z nich lepiej łowić przy świetle słonecznym. Przenikanie promieni świetlnych zależy przede wszystkim od kąta ich padania do wody i zmniejsza się wraz ze zniżaniem słońca. Wyruszając na połów musimy więc koniecznie pamiętać o tym, że brzask zaczyna się w wodzie później, a zmierzch wcześniej niż na lądzie. Poza tym ilość przenikającego światła szybko maleje ze wzrostem głębokości, gdyż światło rozprasza się na zawiesinach. W wielu np. zbiornikach na dziesiątym metrze głębokości natężenie światła jest 11 000 razy mniejsze niż pod powierzchnią. Lód zatrzymuje około 90% światła, a w wodzie pokrytej lodem i śniegiem nawet w słoneczny dzień panuje mrok. Oczywiście w rozważanym przypadku najważniejsze jest światło słoneczne, ale w ostatnich latach wielu ichtiologów zwraca również uwagę na spore znaczenie światła księżycowego i gwiezdnego – chociaż natężenie światła słonecznego jest około 750 tys. razy większe od poświaty księżyca w pełni.

W wodzie wyróżniamy trzy warstwy naświetlenia: górną – dobrze naświetloną, środkową – warstwę cienia i dolną – warstwę mroku.

Nie ma więc żadnego sensu zwracanie uwagi na barwę zanęty lub przynęty dennej, gdyż praktycznie nie odgrywa ona żadnej roli. Barwa liczy się tylko w połowie powierzchniowym, a jej znaczenie jest już bardzo dyskusyjne nawet przy połowie w środkowej warstwie wody. Ale na przykład zapach, konsystencja czy nawet kształt przynęty liczą się podczas połowu we wszystkich warstwach wody. Te zależności występują przede wszystkim w wodach stojących, bo w rzekach barwa przynęty i zanęty odgrywa już o wiele większą rolę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *